polecamy

Spitsbergen 2001

Galeria żeglarska: w cyklu "Z podróży" Mariusz Chiliński - wyprawa na Spitsbergen: zdjęcia z rejsu morskiego.

 

Logowanie






Hasło?
Konto? Zarejestruj się!

Gościmy

Odwiedza nas 1 użytkownik

ZAGŁOSUJ NA NAS

Advertisement
start arrow opowiadania arrow Mały Poker - rejs po Adriatyku (północna i środkowa część wybrzeża)
Mały Poker - rejs po Adriatyku (północna i środkowa część wybrzeża) Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu

Zbocze Przy którym staliśmy było porośnięte chaszczami - przypominającymi wrzos. Na górze kupa kamieni i rozległy widok na świat, słońce zaczynało przypiekać, zapowiadał się ładny dzień.
I znów krętymi wąwozami przebijamy się w górę rzeki. Zatrzymuje nas most i pracownik ACI na motorówce. Ten dla odmiany jest uprzejmy. Informuje, że przed mostem jest zakaz kotwiczenia - to już wiemy z locji i ze znaków na brzegach. Pytamy ile będzie kosztowała przyjemność bycia gośćmi mariny. Za sześć godzin cena jest przystępna. Decydujemy się zostać. Facet odbiera od nas cumy, nie pozwalając zejść na ląd, zabiera listę załogi i priawę - od tej chwili jesteśmy gośćmi. W pośpiechu pakujemy ekwipunek na wyprawę do Parku Narodowego, zabieramy ponton, aparaty, kamerę i dobry humor. W górę rzeki płyniemy statkiem wycieczkowym. Po opłaceniu wstępu zagłębiamy się w gęstą, prawie tropikalną roślinność porastającą teren wodospadów. Stojąc na dole na moście ma się przed sobą w całej okazałości kilka pięter spadającej wody koloru mleczno-niebieskiego, wtopionych w soczystą zieleń drzew. I szum, szumi ładnie. Na górze rzeka rozdzielona jest na mniejsze odnogi, pomosty przerzucone nad nimi prowadzą przez tropikalną dżunglę z palmami, lianami i gęstymi chaszczami. Pochylam się nad jednym z wodospadów, plecaczek niebezpiecznie przechyla się przez ramię o włos a wszystkie dokumenty, paszporty spłynęłyby w dół i po pewnym czasie być może dotarłyby do głębin morskich ale bez nas - właścicieli. Na szczęście wszystko dobrze się kończy, upycham czarny foliowy worek głębiej i zapinam plecak. Zwiedzamy jaskinię wymytą przez wodę spływającą wnętrzem gór. W środku jest żaba, bardzo mała jak się okazuje po podświetleniu ale coś co się rusza, wydaje dziwne odgłosy i czego nie widać może odrobinkę zdezorientować, oj może. Jaskinia jest ciasna, ciemna i kapie z góry na głowę, wycofujemy się. Jesteśmy bardzo zmęczeni a to dopiero połowa atrakcji. Opuszczamy Park w pełnej konspiracji - w worku z pontonem przemycamy dwie deski, całkiem poręczne akurat na wiosła których - nie będę wytykała palcami kto - zapomniał. Już samo pompowanie pontonu na pomoście wzbudza sensację. Wycieczki wymieniające się na wycieczkowcu przyglądają się naszej gromadce. Zabezpieczamy wszystkie wartościowe rzeczy przed ewentualnym kontaktem z wodą rozbieramy się do kostiumów kąpielowych i opuszczamy pomost. To co się działo dalej jest tematem na osobną historię.

Cały opis rejsu znajduje się na stronie Imagewww.bear.komrel.net

 
następny artykuł »

licznik:         |    | 

© 2008 Żagle Dojlid